Kiedy coś w nas umiera jest ból i cierpienie
,żal i łzy , ja swoich łez nie zliczę ,było ich dużo w moim życiu ,zbyt dużo ...Ale wiem ,że jak coś umiera to trzeba się z tym pogodzić ,bo to znak ,że narodzi
się coś nowego , innego ,może lepszego i znów jak to bywa przy narodzinach
będzie ból i łzy ,takie jest całe nasze życie , Życie i Śmierć (nie tylko w
sensie fizycznym ) przeplatają się nawzajem ,są nierozerwalnie ze sobą złączone
.A co do prawdziwej ,fizycznej śmierci to ja się już przestałam bać ,a nawet
staram się tak postrzegać każdy dzień jakby jutra miało nie być ,to nie jest
takie łatwe ,bo kiedy się denerwujemy ,krzyczymy nie zastanawiamy się nad
jutrem, nad tym jakimi zapamiętają nas nasze dzieci ,inni ludzie .
Czasem
chciałam nie mieć tych wszystkich refleksji
, życie wydaje się prostsze jeśli nie masz w nim dylematów egzystencjalnych
,ale stawianie trudnych pytań ,a zwłaszcza sobie jest potrzebne ,bo odpowiedzieć na te najtrudniejsze musisz uczciwie ,tu nie ma miejsca na kombinacje ,jeśli spojrzysz na to w ten sposób ,spojrzysz przed sobą prawdzie w
oczy to i w realnym życiu już niczego nie chcesz udawać ,chcesz być szczery i prawdziwy ,niezależnie od tego jak ocenią to inni Z tej drogi już nie ma odwrotu ...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz