Nadmierne skupianie się na tym jak traktuje problemy nasz umysł ,jak je wyolbrzymia ,nie pozwala na zauważanie drobnych radości i cieszenie się nimi . W tym tkwi moja siła ,w byciu tu i teraz, w uważnej ,przytomnej obecności .
To co ja nazywam melancholią wcale nie ma nic wspólnego ze smutkiem ,chandrą ,dołem ... To rodzaj zadumy .Kiedy w codzienności wydarza się mnóstwo sytuacji ,kiedy dużo jest emocji ,wrażeń ,doznań ,ja potrzebuję się zatrzymać , to ten rodzaj odizolowania się od rzeczywistości ,żeby się jej przyjrzeć z dystansu ,kiedy patrzę przez pryzmat emocji ( tych pozytywnych i negatywnych ) nie widzę właściwie i często obraz ulega skrzywieniu .A ja chce widzieć realnie ,przytomnie .Temu służy izolacja ,niektórzy mają swój azyl , ja natomiast mam swój stan melancholii ,takie miejsce odosobnienia w mojej głowie gdzie jestem sama ze sobą .W tym stanie śledzę MYŚLI ,które się pojawiają ,czuję EMOCJE i obserwuję REAKCJE ...Nie analizuję wtedy ,nie osądzam ,tylko nabieram właściwej perspektywy ,jakbym oglądała nieswoje życie...To pozwala mi na osiąganie stanu ,zbliżonego do stanu
absolutnej równowagi emocjonalnej ...W takim stanie dotykam Szczęścia .
| Autor: Jerzy Masior |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz